Śródziemnomorska droga śmierci

Na początku lutego br. śródziemnomorski cmentarz powiększył się o trzystu desperatów, poszukujących lepszego życia w bogatej Europie. Zwłoki topielców morze wyrzucało na brzeg Lampedusy jeszcze tydzień po tragedii. W 2014 r. w podobnych desperackich rejsach zginęło ok. 3500 osób. Przemytnicy nie dbają o to czy ich „pasażerowie” dotrą do celu. Nielegalne rejsy stały się także kanałem przerzutowym dla… dżihadystów z „europejską misją”.

Ofiar u brzegu Lampedusy byłoby znacznie więcej, gdyby feralnej nocy 9 lutego br. włoska straż przybrzeżna nie ocaliła ponad 2000 kolejnych imigrantów, pozostawionych na pastwę losu przez załogę czegoś, co wiele lat temu można było nazwać statkiem handlowym.


Miejsce na przepełnionym, zardzewiałym i „bezzałogowo” dryfującym na automatycznym pilocie statku kosztuje ok. 8 tys. dolarów. Chętnych są tysiące. Przemytnicy imigrantów dzielą się zyskiem ze służbami w porcie – miejscu zbiórki, dzięki czemu statki z uciekinierami „niezauważone” wychodzą w morze. Na tym kończy się zadanie załogi, która porzuca ściśniętych jak bydło nieszczęśników na pełnym morzu. Czy dotrą do celu - nikogo nie obchodzi. W 2014 r. w podobnych desperackich rejsach zginęło ok. 3500 osób.

Szczęśliwców, którym udało się jednak dostać do Europy było w tym samym roku oficjalnie ponad 207 tys. Ile przedostało się nieoficjalnie – nie wiadomo. Według Europejskiej Agencji Frontex, chroniącej granice zewnętrzne UE - w ostatnich latach dramatycznie przybywa nielegalnych imigrantów. Jeszcze parę lat temu średniorocznie odnotowywano ok. 70 – 100 tys. przybyszów rocznie, obecnie liczba ta się podwoiła. Tylko Włochy „wyłowiły” w 2014 r. ponad 170 tys. imigrantów.

Według Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców w granicach Europy przebywa obecnie ok. 4 mln niezarejestrowanych przybyszów z Afryki i Azji.

Problem nielegalnych imigrantów nasilił się po wybuchu Arabskiej Wiosny. Odległa o 130 km od wybrzeży Tunezji maleńka włoska wyspa Lampedusa stała się obiektem masowego szturmu uciekinierów z Afryki, z kolei imigranci z bliskiego wschodu ruszyli w kierunku Grecji i Bułgarii.

Wraz z nielegalnymi rejsami pojawiło się także inne zagrożenie. Tak zwane Państwo Islamskie siejące spustoszenie w Iraku i Syrii, co stało się powodem exodusu ludności z tamtych rejonów głównie w kierunku Europy, wykorzystuje teraz śródziemnomorską drogę „przerzutu” dla własnych bojowników. Dżihadyści z „europejską misją”, wmieszani w tłum nielegalnych imigrantów, być może zabiegają teraz o status uchodźców...

Mającą swoją siedzibę w Warszawie Agencję Frontex - 16 i 17 lutego br. odwiedziła europarlamentarna delegacja, której celem była wymiana poglądów na temat dalszych planów zarządzania agencją i kontroli jej budżetu. Frontex, pełniący rolę swoistego „łowcy” migrantów, jest obecnie przede wszystkim wsparciem dla Włoch i Malty - w patrolowaniu Morza Śródziemnego w ramach unijnej operacji Tryton. Mimo wzmocnienia budżetu Frontexu w 2015 r. o dodatkowe 13,7 mln euro, gołym okiem widać, że Unia nie radzi sobie z imigrantami, nie jest w stanie efektywnie chronić swoich granic, ani rozwiązywać problemu setek tysięcy „wyłowionych” imigrantów, grupowanych w obozach dla uchodźców na jej terenie. Nikt nie wie jak zaradzić tragediom morskim rozgrywającym się na Morzu Śródziemnym.

W parlamentarnych rezolucjach jak mantrę powtarzamy, że UE musi realizować swoją rolę krzewiciela pokoju i demokracji, ale... europejska wspólnota, jako organizacja gospodarcza ma tylko ograniczone, ekonomiczne narzędzia do dyspozycji: kary - jak np. sankcje, czy nagrody - jak zniesienie ceł. Bez realnej wspólnotowej polityki zagranicznej, armii, z 28 szefami państw i rządów zainteresowanymi tylko opinią publiczną we własnych krajach - nie uda się skutecznie przeciwdziałać exodusowi uciekinierów śródziemnomorskich, ani też rozwiązywać konfliktów będących jego przyczyną.

Obecnie problem żywych lub umarłych pasażerów zdezelowanych statków spędza sen z powiek głównie rządzącym we Włoszech i na Malcie, będących przyczółkami „europejskiego raju”.

Z pozdrowieniami z Parlamentu Europejskiego
Lidia Geringer de Oedenberg
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj